_DSC3783_20150116_095015

28 Lut Trzy najlepsze plaże na Phu Quoc i wszystko czego potrzeba, żeby mieć rajskie wakacje

Jaka jest Wasza definicja idealnych wakacji? My czasami nie mamy nic przeciwko najbanalniejszym skojarzeniom – słońce, palmy i szmaragdowobłękitne morze. Ale to, co powoduje, że wakacje są naprawdę idealne  to atmosfera beztroski i przygody – jak wtedy, kiedy byliśmy dzieciakami, lato wydawało się nie mieć końca,  całe długie dni można było spędzać na dworze, robić wypady nad  jezioro czy na plażę, pić oranżadę i wcinać przygotowane przez mamę kanapki .  I duch takich właśnie wakacji znalazł nas na Phu Quoc  – było słońce, lazurowa woda, wiatr we włosach, kiedy naszą Yamahą śmigaliśmy po wyspowych drogach i bezdrożach, pyszne jedzenie, a nasza dwójka przeobraziła się w trzyosobową paczkę, bo na kilka dni dołączył do nas Pasza, którego poznaliśmy w Mui Ne. Zobaczył zdjęcia, które wrzuciliśmy na Fb i przysłał wiadomość „Zmieniam plany, nie chcę już do Kambodży, jadę do Was ” No i od tej pory włóczyliśmy się po wyspie we trójkę. I w ciągu tych kilku dni okazało się, że przypadkowy znajomy stał się naszym serdecznym kumplem. Wspólnie wciągaliśmy co rano śniadaniową pho, kupowaliśmy owoce na targu (Pasza wybierał najlepsze arbuzy!) straszyliśmy kraby na plaży i gadaliśmy o wszystkim. I niezależnie od tego, jak bardzo fajna jest Phu Quoc, bez Paszy – kochanego, uprzejmego, życzliwego chłopaka, do którego lgnęły wszystkie napotkane dzieciaki, nasze wspomnienia stamtąd nie byłyby takie wspaniałe. Dzięki Pasza i mamy nadzieję, do zobaczenia niebawem!

Zanim pokażemy Wam trzy najlepsze, naszym zdaniem, plaże na Phu Quoc, rzućcie okiem na to miejsce:

20150116_124155

Hamaczek wisiał  na tyłach chatki przy drodze, którą prowadził objazd do Bai Sao. Chatka była domem i restauracją, chociaż nie mamy pojęcia, z czego się ten przybytek utrzymywał – oprócz nas nie było tam nigdy żywego ducha. Tak czy inaczej –tak wyglądają szczyty wakacyjnego lenistwa. Wyobraźcie sobie, że jedziecie na plażę, a w tej bardzo męczącej drodze robicie sobie przerwę, żeby pobujać się w hamaku i wypić zimnego kokosa : )

Dwa pierwsze miejsca w  naszym rankingu plaż na Phu Quoc zajmują ex aequo:

  1. Ulubiona plaża Izy, w północno-zachodniej części wyspy, pomiędzy Vung Bau, a Dai Beach. Nie tak epicka, jak Bai Sao, najczęściej pusta, dla nas była jak spełnienie marzeń o absolutnym chilloucie. Opijaliśmy się nieprzytomnie pyszną kawą i zimnym piwem, grillowaliśmy kupione na targu krewetki (które uprzejmi właściciele przechowywali nam w restauracyjnej lodówce) i po prostu chłonęliśmy słońce i błękit. Jedynym naszym zmartwieniem było jak przekonać właścicieli knajpki do przyjęcia od nas właściwej kwoty za te wszystkie przyjemności, bo notorycznie mylili się na swoją niekorzyść ; )

_DSC4475_20150121_084020_DSC4451_20150121_051948 _DSC4464_20150121_052604 _DSC4444_20150121_051714_DSC4483_20150121_084239 _DSC4498_20150121_111559 _DSC4623_20150121_115544

2.  Khem Beach (Bai Khem) – najładniejsza plaża na wyspie wg Wojtka. Położona na południowo wschodnim wybrzeżu, w zasadzie jest przedłużeniem Bai Sao.  Najbardziej turkusowa woda, przestrzeń, niemal całkowity brak turystów, leżaków i zgiełku. Kryta strzechą restauracja prawie wchodzi do wody, a w środku najświeższe z możliwych, dopiero co wyłowione, owoce morza.

_DSC4138_20150119_065809 _DSC4129_20150119_065551 _DSC4144_20150119_070042 _DSC4154_20150119_070713

A ta pani właśnie transportuje do restauracji swój połów. Za chwilę może być na stole!

_DSC4162_20150119_071005

3. Na podium nie może zabraknąć Bai Sao. Najbardziej znana plaża na wyspie jest rzeczywiście spektakularna – miękki, bielutki piasek, błękitne morze, palmy pocztówkowo pochylone nad wodą. Na pewno must see na Phu Qoc!

_DSC3774_20150116_094555 _DSC3797_20150116_102206_DSC4191_20150119_101638

Phu Quoc oferuje znacznie więcej niż plaże, zwłaszcza, jeśli lubicie zostać gdzieś na trochę dłużej. My lubimy – wiecie, już po kilku dniach pani sprzedająca kokosy przy drodze traktuje Cię jak stałego klienta, a w knajpie bez pytania podają Ci to, co lubisz najbardziej. No i tak właśnie żyliśmy sobie na Phu Quoc – śniadanie,  szybka wizyta na targu, a potem tylko decyzja w którą część wyspy chcemy pojechać.  Lokalny targ w Duong Dong jest naprawdę super – kupicie na nim wszystko, czego możecie potrzebować, żeby zrobić sobie perfekcyjny piknik: owoce, kokosy, ryby, krewetki, najlepszy na świecie sos chili w foliowym worku, węgiel i  kratkę, z której przy pomocy znalezionych przy drodze kamieni można zrobić plażowego grilla.

_DSC4637_20150122_033653_DSC4273_20150120_041843 _DSC4294_20150120_043220 _DSC4303_20150120_043431 _DSC3960_20150118_040449

Może się też zdarzyć, że zobaczycie coś, czego raczej wolelibyście nie jeść : )

_DSC4278_20150120_042120

Zdarzało się, że GPS wariował i zamiast na kolejną plażę trafiliśmy na bardzo lokalny targ, gdzie w najbardziej obleganej knajpie zamiast menu przed wejściem wisiało portretowe zdjęcie smutnego psa i poważnej kozy (nie skorzystaliśmy) albo na walkę kogutów. Na to ostatnie widowisko natknęliśmy się zupełnym przypadkiem. Walki kogutów są w Wietnamie bardzo popularne, chociaż nie wiem, czy legalne – miejscowi kilka razy zmieniali zdanie – w pierwszej chwili nie mieli nic przeciwko naszej obecności, potem dosyć stanowczo kazali nam się wynosić, żeby za chwilę, zapraszającym gestem, pokazywać, żebyśmy poszli za nimi na placyk za jakąś szopą, gdzie miała odbyć się walka. Wreszcie, jakiś gość, najwyraźniej cieszący się największym autorytetem zdecydował, że mamy zostać i nawet możemy robić zdjęcia. Poszliśmy więc, po drodze ustalając strategię, na wypadek, gdyby się okazało, że panowie zażądają od nas kasy za wstęp albo na obstawienie zakładu._DSC4037_20150118_082008_DSC4032_20150118_081918

Kiedy na miejscu zobaczyliśmy, że kogutom przywiązywane są paskudnie ostre ostrogi i szykuje się naprawdę brutalna walka (a wśród gapiów były dzieciaki!) postanowiliśmy zmyć się stamtąd jak najszybciej, bez urażania gospodarzy.

_DSC4031_20150118_081723 _DSC4061_20150118_082327 _DSC4058_20150118_082317Wycofując się stamtąd, próbowaliśmy się grzecznie pożegnać przynajmniej z Panem Najważniejszym, ale gdzie tam! Siedzieli w kucki, w kompletnym amoku, nie spuszczając z oka walczących ptaków, nie widząc i nie słysząc niczego dookoła.

Na Phu Quoc możecie też podejrzeć jak rośnie pieprz – plantacje są rozsiane po całej wyspie i można sobie po nich wędrować bez żadnych ograniczeń:

_DSC4006_20150118_060634_DSC4087_20150118_095623

Po całym dniu włóczęgi wracaliśmy do Duong Dong, w sam raz na takie widoki:

_DSC4665_20150122_122042 _DSC4116_20150118_122406

A wracaliśmy głodni jak wilki – o tym, co koniecznie trzeba zjeść na Phu Quoc, a co spokojnie odpuścić – już w następnym poście!

Na koniec powiemy Wam tylko, dlaczego powinniście się pospieszyć, jeśli chcecie zobaczyć taki Phu Quoc – niestety jednym z najczęstszych widoków na wyspie jest coś takiego:

IMG_1002

Phu Quoc rozbudowuje się na potęgę, ale niestety chyba w nienajlepszym kierunku. Już teraz wiedzieliśmy jak tuż przy odludnych plażach wznoszone są betonowe molochy, a developerzy na parkanach z dumą prezentują przyszły kształt swoich inwestcji – najczęściej będący obezwładniającym połączeniem zamku Gargamela z aquaparkiem. Więc jakby co – nie zwlekajcie.

Praktycznie:

♥ Bilet lotniczy Sajgon – Phu Quoc – Sajgon, kupiony kilka dni przed wylotem, kosztował nas około 300  zł na osobę. Lot trwa ok.50 minut

♥ Z lotniska nie ma transportu publicznego, ale taksówki są tanie, a kierowcy bardzo uczciwi. Stawki są stałe, nie zdarzyło się nam, żeby nie włączono licznika. Kurs lotnisko – Duong Dong kosztuje ok. 13 zł.

♥ Wypożyczenie skutera to koszt ok 15 zł dziennie + benzyna  (ok 3-4 zł. za litr).

♥ Zatrzymaliśmy się w Than Kim Nga – za bungalow w bardzo przyjemnym ogrodzie, z klimą, łazienką i hamakiem na werandzie płaciliśmy 28 $ za dobę. Drogo, ale marzył nam się ten hamak i po 5 godzinach łażenia nie chciało nam się szukać dalej. Do głównej plaży w miasteczku (Long Beach) mieliśmy ok. 5 minut spacerem, chociaż ostatecznie i tak z niej nie korzystaliśmy, bo wydawała nam się zbyt turystyczna i resortowa. Generalnie – im dalej od plaży, tym taniej. Już po drugiej stronie ulicy, pokój w ośrodku z basenem kosztował około 20 $, w miasteczku około 15.

Podobał Ci się ten tekst? Nie bądź taki, dawaj lajka i podziel się ze znajomymi ; ) Masz pytanie, uwagę, albo komplement (na to liczymy najbardziej ; )? Nie duś tego w sobie, czekamy w komentarzach!

Może Cię też zainteresuje:

7 Comments
  • Podróże bez ości
    Posted at 23:02h, 13 lutego Odpowiedz

    Piękne zdjęcia. Właśnie planuję wyjazd do Wietnamu i również mam zamiar wylądować na tej wyspie, aby poszukać raju :).

    • Państwo na walizkach
      Posted at 23:00h, 15 lutego Odpowiedz

      Dziękujemy! To dobry plan, żeby jechać tam jak najszybciej, bo niestety Wietnamczycy robią wszystko, żeby ten raj zabetonować : ( Daj koniecznie znać, czy znaleźliście : )

  • Wyspa Phu Quoc - raj w Wietnamie - Kasai - travel addicts
    Posted at 22:58h, 16 lutego Odpowiedz

    […] Wycieczka motorem Ruszyliśmy na południe na najładniejszą plaże na wyspie – Bai Sao. Faktycznie niesamowity był piasek – biały i drobniutki. Niestety pech – słońce schowało się za chmurami, więc karaibskich widoków nie było… Szkoda. Jak może być rajsko zobaczcie TUTAJ. […]

  • Marta
    Posted at 20:34h, 14 września Odpowiedz

    Ciekawa fotorelacja. Wybieramy się tam w marcu, ale ceny za bilet odstraszają, jaką linią lotniczą lecieliście?

    • Państwo na walizkach
      Posted at 01:12h, 23 września Odpowiedz

      Cześć : ) lecieliśmy Air Berlin i Etihadem, ale warto tez sprawdzać czarterowe oferty biur podróży, czasami trafiają się złote strzały ; )

  • Anne
    Posted at 16:03h, 25 grudnia Odpowiedz

    Takich informacji potrzebowalam, konkrety, dzieki!

    • Państwo na walizkach
      Posted at 02:25h, 03 stycznia Odpowiedz

      Nie ma sprawy, daj znać jak było!

Post A Comment