_DSC0150_20170424_163913

03 Lis Cinque Terre – to się nie może nie podobać!

Znacie to uczucie, kiedy docieracie do jakiegoś miejsca, które zawsze chcieliście zobaczyć, przeczytaliście milion relacji w internecie, obejrzeliście  cały instagram z #tym miejscem, a kiedy już tam jesteście, to ono wygląda jakoś całkiem inaczej niż na zdjęciach i nie jest to przyjemne zaskoczenie?

No to z Cinque Terre jest zupełnie odwrotnie. W rzeczywistości jest tysiąc razy ładniejsze niż na fotografiach i nawet jeśli jesteś  takim hipsterem, że lubisz tylko miejsca,  do których nikt inny nie jeździ, a najlepiej w ogóle o nich nie wie, to Cinque Terre też Ci się spodoba.

No bo co tu się może nie podobać? Woda ma taki kolor, że jak tylko ją zobaczycie, jeszcze z okien pociągu, to natychmiast poczujecie się tak, jak wtedy, kiedy mając 6 lat szliście z mamą i tatą na plażę i nagle pomiędzy drzewami zobaczyliście morze. Pamiętacie fikołka w sercu na ten widok? Widok, który oznaczał, że przed Wami wspaniały dzień – lato, słońce, lody i siedzenie w tym morzu aż posinieją usta ; )

A włoskie morze jest w dodatku ciepłe!

_DSC0062_20170424_145509

Miasteczka położone są na wysokich klifach, a morze i skały to prawdopodobnie najbardziej malownicze połączenie, jakie wymyśliła natura.

_DSC0247_20170424_175458

A na tych klifach stoją sobie śliczne domeczki w cukierkowych kolorach – takie, że naprawdę oszaleć można, człowiek zaczyna odczuwać kompulsywną potrzebę fotografowania wszystkiego dookoła i w efekcie wraca do domu z trzema tysiącami zdjęć bram, kamieniczek, drzewek pomarańczowych, które jednocześnie kwitną i owocują oraz kotów. My tej potrzebie ulegliśmy, więc dzisiaj będzie więcej zdjęć niż tekstu, zwłaszcza, że podobno jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów. I nie zapominajcie, że naprawdę jest tam dużo ładniej niż na jakichkolwiek zdjęciach!

_DSC0244_20170424_175408

_DSC0013_20170424_133431
_DSC0002_20170424_125647

Bardzo chcieliśmy przejść miedzy poszczególnymi miasteczkami pieszym szlakiem, bo to chyba najlepszy sposób, żeby nacieszyć się widokami, ale niestety w czasie naszego pobytu ścieżka była zamknięta. Zdecydowaliśmy się więc na pociąg i jest to pewnie najłatwiejszy sposób na zwiedzenie Cinque Terre.

Zaczęliśmy od Monterosso – jedynego miasteczka z całej piątki, które dysponuje piaszczystą plażą

_DSC9890_20170424_104851 _DSC9901_20170424_111432

kilkoma ładnymi kościołami i całą masą klimatycznych zaułków:

_DSC9910_20170424_112825
_DSC9908_20170424_112620
_DSC9894_20170424_105746

Poszwędaliśmy się chwile wąskimi uliczkami:

_DSC9921_20170424_113248 _DSC9926_20170424_113717

i oczywiście zrobiliśmy zdjęcie suszącego się prania. Zdjęcia prania jeszcze się pojawią, bo po pierwsze pranie jest bardzo fotogeniczne ; ) a po drugie dowodzi, że w tej baśniowej krainie naprawdę mieszkają żywi ludzie.  Którzy w dodatku nie stracili zdrowego rozsądku od tego całego fejmu, ponieważ mają w nosie turystów  fotografujących z zapamiętaniem powiewające na wietrze prześcieradła i bieliznę, jakby nigdy wcześniej nie widzieli czystych majtek (to o nas ; )

_DSC9915_20170424_113039

  A potem wsiedliśmy w pociąg do Vernazzy.

_DSC9947_20170424_121407_DSC9944_20170424_121148_DSC9952_20170424_121702

We wszystkich miasteczkach spotykaliśmy starsze panie – mimo upału odziane w staranną czerń, podpierające się laseczką i powolutku wspinające się stromymi schodami, do ukrytych w zaułkach domów. Trudno było nie wyobrażać sobie, że tymi samymi schodami wbiegały pewnie kiedyś jako młode dziewczyny, a potem prowadziły nimi za rękę rozbrykane dzieciaki. W takich chwilach bardzo żałujemy, że pewnie nigdy nie poznamy choćby niewielkiej  części osobistych historii ludzi, których mijamy w czasie naszych podróży

_DSC9955_20170424_121917

Nie wiem, czy wspominaliśmy wcześniej, że na otaczających miasteczka Cinque Terre wzgórzach znajdują się winnice, co dodaje im jeszcze + 100 do urody (chociaż wydaje się to prawie niemożliwe):

_DSC9974_20170424_124311_DSC0109_20170424_161959

Całkiem pośrodku Cinque Terre leży Corniglia, która jako jedyna  z pięciu miasteczek nie ma bezpośredniego zejścia do morza, bo żeby dostać się do maleńkiego centrum, trzeba się wdrapać po schodach na całkiem wysoką i stromą górę. Ale warto, bo widok z tej góry urywa duszę!

_DSC0009_20170424_133306_DSC0036_20170424_135557 _DSC0039_20170424_135648

I właśnie po tej wspinaczce porządnie zgłodnieliśmy, a we Włoszech to zawsze sygnał, że zaraz zdarzy się coś fajnego. Nam przydarzyło się kilka kawałków chrupiącej focacci, tłuściutkiej od rozpuszczonego sera i pachnącej oliwą, lokalne piwo, a na deser truskawki i lemoniada z miejscowych cytryn.

_DSC0053_20170424_142046

_DSC0057_20170424_144644
_DSC0041_20170424_135725

_DSC0269_20170424_182302

Z Corniglią sąsiaduje Manarola, prawdopodobnie najsłynniejsze miasteczko z całej piątki – to właśnie stąd pochodzi zdjęcie najczęściej umieszczane na folderach reklamowych regionu – to właśnie ten widok na górze postu. Ale oczywiście mamy jeszcze kilka innych ujęć ; )

_DSC0146_20170424_163257 _DSC0136_20170424_163125 _DSC0121_20170424_162527_DSC0089_20170424_155938

Popularność Manaroli wyraźnie widać po tłumach pielgrzymujących zwłaszcza przed zachodem słońca do punktu, z którego można zrobić słynną fotę:

_DSC0086_20170424_155455

Ma to swoje niezbyt miłe, a potencjalnie chyba także niebezpieczne konsekwencje. Peron kolejowy oraz zejście z niego nie zostały zaprojektowane z myślą o takich hordach. Wysiadając, musieliśmy odstać swoje w kolejce, jaką z tłumu, który wysypał się z pociągu,  uformowało wąskie zejście do tunelu. W drodze powrotnej natomiast utknęliśmy w tunelu i to było zdecydowanie mniej zabawne. Ściśnięci w ciemnawej, ciasnej przestrzeni ludzie zaczęli się denerwować, zaczęły się typowe dla takich sytuacji afery  („Gdzie się pchasz”, „Wszyscy czekają” itd.) a my sobie po cichu myśleliśmy, że gdyby wybuchła tam panika, to naprawdę trudno byłoby to opanować.

Ale szczęśliwie nie wybuchła i po chwili byliśmy już w Riomaggiore, ostatnim miasteczku na naszej trasie i jednym z tych, które podobało nam się najbardziej. Już sam dworzec, ozdobiony ślicznymi kaflami  robi miłe pierwsze wrażenie:

_DSC0173_20170424_171939 _DSC0174_20170424_171957 _DSC0171_20170424_171919

Schodząc  w dół, ku morzu, można obejrzeć świetnie dopasowane do charakteru miejsca murale i mnóstwo uroczych detali:

_DSC0176_20170424_172143

_DSC0186_20170424_172516
_DSC0257_20170424_180617
_DSC0193_20170424_172820

… poczuć wciąż rybacki charakter miasta

_DSC0211_20170424_173443 _DSC0200_20170424_173033

I zachwycić się widokiem zatoczki ostro wcinającej się miedzy kolorowe kamieniczki

_DSC0236_20170424_175005 _DSC0225_20170424_173956 _DSC0222_20170424_173831 _DSC0214_20170424_173602

Na koniec zajrzeliśmy jeszcze na małą kamienistą plażę, ukrytą za skałami

_DSC0251_20170424_175914

Spędziliśmy w Cinque Terre wspaniały dzień – nadspodziewanie ciepły i słoneczny, chłonęliśmy piękne widoki i morską bryzę zmieszaną ze słodkim zapachem jakichś biało kwitnących krzewów. To prawda, razem z nami spędziło go także jakieś sto tysięcy innych turystów, ale oprócz niezbyt fajnej sytuacji na dworcu w Manaroli, nie było to specjalnie uciążliwe. Jeśli tylko będzie okazja, wrócimy tam jeszcze raz, żeby zrealizować nasz pierwotny plan przejścia między miasteczkami pieszymi ścieżkami i może przyjrzenia się im od strony wody – te strome urwiska, zatoczki i groty, muszą wyglądać super z takiej perspektywy.

Słyszeliśmy kilka opinii, że Cinque Terre jest przereklamowane, a takich klimatycznych i nawet jeszcze ładniejszych miasteczek w w całych Włoszech jest pełno. O ile z drugą częścią tego zdania zgadzamy się z łatwością, bo ci farciarze Włosi, jeśli chodzi o piękno, to mają wszystko i dużo, to przeciwko pierwszej stanowczo protestujemy. Cinque Terre zasługuje na każdy wypowiedziany komplement pod swoim adresem, oraz jeszcze kilka dla ludzi, którzy tam mieszkają. Nie jest pewnie łatwo żyć w miejscu, które stało się atrakcją turystyczną takiej klasy, ale oni jakimś cudem nauczyli się ignorować te dzikie tłumy z uprzejmym wdziękiem. Codziennie chodzą na zakupy, plotkują z sąsiadami przysiadając na wygrzanych słońcem kamiennych murkach i oczywiście, wieszają pranie.

Mówiliśmy, że będzie jeszcze jedno zdjęcie prania?

_DSC9939_20170424_120726

Praktycznie:

🍀 Jak dojechać? Najprościej samolotem do Bergamo, stamtąd autobusem do Mediolanu ( warto się tam zatrzymać!), a z Mediolanu, ze stacji Milano Centrale do Vernazzy. Bilety możecie kupić na stronie Trenitalia – powinny kosztować 15-20 euro.

My wybraliśmy się do Cinque Terre bezpośrednio z La Spezji, kupując całodzienną Cinque Terre Card za 16 euro. W cenie jest nielimitowany przejazd pociągami pomiędzy La Spezją i Levanto, darmowe wi-fi w wyznaczonych miejscach na trasie, wstęp do niektórych muzeów oraz na Lazurową Ścieżkę łączącą miasteczka. Za wejście na zamek w Vernazzy trzeba zapłacić 1,5 euro. Jeśli wy również ruszycie do Cinque Terre z La Spezji, koniecznie zarezerwujcie sobie wieczór na kolację we Fratelli D”Angelo, o której piszemy więcej we wpisie „Włoskie Dolce Vita

Podobał Ci się ten tekst, znalazłeś w nim przydatne informacje? Daj nam lajka i podziel się ze znajomymi – będzie nam bardzo miło! Chcesz o coś zapytać, pogadać, albo napisać, że pięknie wyglądamy na zdjęciach 😜? Czekamy w komentarzach!

Może Cię też zainteresuje:

No Comments

Post A Comment