Diade los(1)

02 Lis Umarli lubią tańczyć – Święto Zmarłych po latynoamerykańsku

To, że meksykańskie Święto Zmarłych, jest bardziej rozrywkowe niż niejedno polskie wesele, wie każdy, kto obejrzał ostatniego „Bonda”. Nie wszyscy jednak wiedzą, że także w innych krajach Ameryki Południowej i Centralnej, chociaż teoretycznie są to kraje równie katolickie, jak Polska, podejście do spraw związanych ze śmiercią jest zupełnie inne niż w u nas. Ubiegłoroczne Święto Zmarłych spędzaliśmy w Gwatemali, ale właściwie w każdym nowym miejscu obowiązkowym punktem naszego programu jest wizyta na lokalnym targu i cmentarzu, więc podczas naszej siedmiomiesięcznej podróży po Amerykach, mieliśmy sporo okazji, żeby się tym różnicom przyjrzeć.

Od Ekwadoru, gdzie na nadmorskiej promenadzie natknęliśmy się na kondukt pogrzebowy, który mimo podniosłego charakteru, był znacznie weselszy niż warszawski Marsz Niepodległości, po Meksyk, gdzie załapaliśmy się na cmentarne przyjęcie urodzinowe, trafialiśmy na dowody tego, że dla mieszkańców tych krajów życie i śmierć to dwie strony tej samej monety, a zmarli stoją tuż za plecami swoich żywych.

Jeśli do tej pory nie planowaliście świętowania Dnia Wszystkich Świętych w tamtych rejonach świata, po tym wpisie zaczniecie. A my wam podpowiemy gdzie.

Gwatemala i najbardziej kolorowy cmentarz na świecie

DSC_3911-01

Jeśli do jakiegokolwiek cmentarza na świecie pasuje określenie „uroczy” lub „słodki”, będzie to cmentarz w Chichicastenango. Miasteczko słynie z barwnego targu z rękodziełem – na straganach obok pięknych, ręcznie tkanych szali i hamaków szczerzą się pstrokate czaszki i tańczące kościotrupy, ale położony na pobliskim wzgórzu cmentarz, wyrasta na podobnie popularną atrakcję.

I nic dziwnego, bo trudno sobie wyobrazić coś bardziej różnego od europejskich nekropolii. Zamiast poważnych czerni, szarości i złoceń, radosna kakafonia kolorów, jakby się komuś wysypał worek ze Skittlesami.

DSC_3929-01 DSC_3930-01DSC_3952-01

Właściwie to te cukierkowe nagrobki konsekwentnie wpisują się w gwatemalskie trendy budowlane. Skoro – zdają się myśleć Gwatemalczycy – ktoś przez dziesięciolecia życia na ziemi, malował ściany swojego domu na wesoły turkus, to widocznie lubi ten kolor i nie ma powodu przypuszczać, że po śmierci przestał.

Inskrypcje na pomnikach są wypisane odręcznie, często koślawym, niewprawnym pismem. Niektóre ozdobiono rysunkami, przedstawiającymi to co, co zmarłemu było najbliższe. Czasami ten widok łamie serce, zwłaszcza przy grobach dzieci, ale mam poczucie, że jest w tym więcej prawdy i czułości, niż w skonwencjonalizowanych formułkach, jakimi żegnamy naszych bliskich w Europie.

DSC_3932-01DSC_3923-01 DSC_3925-01

Cmentarz w San Pedro la Laguna, nad jeziorem Atitlan na który trafiliśmy w czasie Święta Zmarłych, nie jest aż tak malowniczy. To zwykły małomiasteczkowy cmentarzyk, ale 1  listopada  tam właśnie bije serce miasta. Na prowadzących do niego  uliczkach rozstawiają się stragany z grillowaną kukurydzą i tortillami, a przy okrytymi ceratą stołach trwa całkiem wesołe biesiadowanie, gra muzyka, jest okazja do poplotkowania z sąsiadami

Po cmentarnych alejkach, wysypanych świeżym igliwiem, aż do późnego wieczora kręci się mnóstwo ludzi. Rodziny z małymi dziećmi układają przy grobach kwiaty, zioła i kukurydzę, a specjalnie zamówieni muzykanci grają ulubione kawałki szanownych nieboszczyków.

Z myślą o naszych zmarłych bliskich, zapaliliśmy świeczkę na jednym z opuszczonych grobów, budząc spore zainteresowanie miejscowych. Mam nadzieję, że nie wywołaliśmy jakiegoś pozagrobowego skandalu rodzinnego, chociaż kilka starszych pań przyglądało się Wojtkowi w taki sposób, jakby cieszyło je  podejrzenie, że ten niebieskooki gringo to jakiś nieślubny potomek starego Anselmo i będą mogły o tym wszystkim opowiedzieć sąsiadkom.

DSC_3256-01 DSC_3272-01 DSC_3279-01 DSC_3294-01 DSC_3282-01 DSC_3290-01 DSC_3291-01

Początkowo trochę żałowaliśmy, że nie udało nam się dotrzeć na Święto Zmarłych do Meksyku, ale po tym wieczorze zmieniliśmy zdanie. Dzięki temu mamy jedno doświadczenie więcej – bardzo warto było zobaczyć, jak ten dzień wygląda w zwykłym małym miasteczku. Jeśli tylko będziecie mieli taką szansę, koniecznie z niej skorzystajcie. Ku naszemu zaskoczeniu, mimo, że San Pedro La Laguna, tak jak cała okolica jeziora Atitlan, jest bardzo popularną miejscowością, na cmentarzu nie spotkaliśmy prawie żadnych turystów.

A do Meksyku na Święto Zmarłych na pewno się jeszcze wybierzemy, chociaż właściwie…

W Meksyku zmarli mają święto przez cały rok

A przynajmniej można tak pomyśleć, bo kolorowe czaszki i tańczące kościotrupy są dosłownie wszędzie – na straganach z pamiątkami, koszulkach, muralach i w ruinach starożytnych majańskich świątyń.

DSC_2217-01 DSC_2218-01

Chociaż najbardziej kojarząca się z Dia de los Muertos parada odbywająca się w Mexico City nie jest wcale tradycyjną imprezą, a promocyjnym wydarzeniem, wymyślonym po premierze ostatniego Bonda, którego akcja zaczyna się w Meksyku, 1 listopada, to Meksykanie od razu ją pokochali i uznali za swoją. Bo też meksykańskie podejście do śmierci jest naprawdę wyjątkowe i Meksykanie są z niego dumni!*

Właśnie w Meksyku trafiliśmy na najbardziej niesamowity cmentarz, jaki kiedykolwiek widzieliśmy. Mieszkańcy małego miasteczka Pomuch*** wciąż kultywują bardzo starą tradycję wystawiania szczątków swoich zmarłych w otwartych grobach.

DSC_7802-01

Mniej więcej trzy lata po śmierci – według lokalnych wierzeń – zmarli odwiedzają swoich bliskich we śnie, dając znak że już pora aby wyciągnąć ich ciała z trumien, oczyścić i przenieść na powierzchnię. Jeśli krewni nie spełnią tego życzenia, zmarły będzie ich straszył, błąkając się po ulicach. I takiego właśnie losu najbardziej obawiają staruszkowie z Pomuch, bo młodzież coraz częściej uważa stare obyczaje za co najmniej dziwne i nie bardzo się garnie do ich przestrzegania.

Kiedy po raz pierwszy usłyszeliśmy o tym miejscu w jakimś programie podróżniczym wiele lat temu, ta tradycja wydawała się nam makabryczna. Wyciągać zwłoki, oczyszczać kości i trzymać je na widoku, nawet nie za szybą? Upiorne, brr.

Ale kiedy przestąpiliśmy bramę cmentarza w Pomuch, z tych uczuć nic nie zostało. Atmosfera jest pełna spokoju i powagi śmierci, której w niczym nie umniejszają cukierkowe, ręcznie pomalowane nagrobki. Spacerując alejkami, pomiędzy ludzkimi szczątkami, zrozumieliśmy, że sercem tego obyczaju jest miłość do zmarłych krewnych i przekonanie, że nawet po śmierci są wciąż blisko i wcale za bardzo się nie zmienili. Nic więc dziwnego, że nie chcą tkwić gdzieś pod ziemią, wolą elegancko i tak świeżo, jak to jest w ich sytuacji możliwe, rezydować w czyściutkich skrzyneczkach i wygrzewać się w meksykańskim słońcu. I w ten sposób, to co wydawało się horrorem okazało się wzruszającym dowodem pamięci i przywiązania.

DSC_7835-01 DSC_7794-01 DSC_7832-01

Mimo całej swojej niezwykłości Pomuch wcale nie jest często odwiedzany przez turystów. Ale takie San Miguel de Allende już zdecydowanie jest. Właściwie to całkiem łatwo tam zapomnieć, że wciąż jesteśmy w Meksyku, bo dużą część mieszkańców stanowią emeryci ze Stanów, a samo miasteczko ze swoją koronkową różową katedrą mogłoby spokojnie leżeć gdzieś na południu Europy. Tymczasem dosłownie kawałek od centrum miasta natknęliśmy się na kondukt pogrzebowy, który z europejskimi pochówkami nie miał zupełnie nic wspólnego:

DSC_2103-01 DSC_2104-01 DSC_2110-01 DSC_2132-01

Wyglądało to trochę jak scena z westernu, ale dźwięk bębnów i niezbyt przyjazne miny żałobników powodowały, że trochę jednak mieliśmy ciarki.

I prawdopodobnie słusznie, bo karnawałowa maska meksykańskiego podejścia do śmierci ma też swoją mroczną stronę. Meksykanie, podobnie jak inni mieszkańcy Ameryki Centralnej, płynnie łączą przywiązanie do chrześcijaństwa z dawnymi majańskimi czy azteckimi wierzeniami. Jeśli się dobrze rozejrzycie, na niemal każdym cmentarzu znajdziecie osmalone od sadzy palenisko i resztki wypalonych różnokolorowych świec. Kolor świec jest rodzajem kodu do porozumiewania się ze starożytnymi bóstwami – inne pali się prosząc o dobre plony, inne o szczęśliwą podróż, jeszcze inne gdy chce się sprowadzić na kogoś nieszczęście.

Na cmentarzu w San Cristobal de Las Casas znaleźliśmy na na wpół spaloną czarną świecę tuż obok poczerniałej figurki młodej pary, dokładnie takiej, jakie umieszcza się na weselnych tortach. Nie potrzebowaliśmy specjalnej przenikliwości, żeby się domyślić, że tym akurat młodożeńcom ktoś życzył nie najlepiej. Mamy nadzieję, że się nie spełniło.

DSC_0136-01 DSC_0137-01 DSC_0131-01DSC_0144-01

Na tym samym cmentarzu trafiliśmy na pośmiertną imprezę urodzinową. Przystanęliśmy, bo usłyszeliśmy muzykę i śmiechy i po chwili już zagryzaliśmy zdrowie zmarłego jubilata chrupiącą tostadą. Goście się posilali, śpiewali i żartowali, a akordeonista grał dla solenizanta. w otwartych drzwiach grobowca.

DSC_0118-01 DSC_0120-01 DSC_0115-01

Natomiast na ulicach Mexico City w wielu miejscach natkniecie się na naturalnej wielkości szkielety, ubrane w eleganckie kobiece suknie. To Santa Muerte, Święta Śmierć, nazywana też Chudziną albo Czarną Dziewczyną. Trudno dokładnie powiedzieć kim ona jest – może wcieleniem azteckiej bogini śmierci Mictecacíhuatl? Chociaż  kościół katolicki pomstuje i ostrzega, tysiące ludzi w Ameryce Południowej i Centralnej czci ją obok Maryi i innych chrześcijańskich świętych. Kult Santa Muerte jest podobno najszybciej rozwijającą się religią na świecie, a jej wyznawcy to w ogromnej części ludzie biedni i wykluczeni. Dla wielu z nich Santa Muerte uosabia jedyną sprawiedliwość na jaką mogą liczyć, bo przed jej obliczem wszyscy są równi.***

DSC_1958-01 DSC_1971-01

Lubimy nostalgiczny klimat polskiego Święta Zmarłych, a cmentarze rozświetlone w listopadową noc milionami świec, to jeden z najpiękniejszych widoków na świecie. Ale mimo wszytko meksykańskie podeście do życia pozagrobowego wydaje nam się znacznie prawdziwsze. Bo zastanówcie się sami – lubicie dobre jedzenie, muzykę, spotkania ze znajomymi, piękne widoki i tysiące innych przyjemności. I myślicie, że jeśli istnieje jakieś życie po śmierci, to nagle od tego wszystkiego będziecie woleli lastryko, znicze i sztuczne kwiaty? Jeśli o mnie chodzi – nie sądzę.

  • * O paradzie z okazji Święta Zmarłych pisze Ola Synowiec, Polka mieszkająca w Meksyku, autorka bloga „Mexico Magico” i książki „Dzieci Szóstego Słońca. W co wierzy Meksyk.”, której fragmenty przeczytacie tutaj
  • ** Do Pomuch trafiliśmy dzięki nieocenionej Zosi Radzikowskiej z Just a Journey.
  • *** Jeśli chcecie poczytać więcej o Santa Muerte, zacznijcie od tekstu Artura Domosławskiego dla „Polityki”

DSC_3994-01

No Comments

Post A Comment