_DSC9182_20160117_115222

28 lip Dharavi – slums, Hollywood i wielki biznes.

Nie chcieliśmy odwiedzać Dharavi. Wiedzieliśmy o nim tylko, że jest podobno największym slumsem na świecie, a po  tym, jak „Slumdog” zgarnął kilka Oskarów, jest też czymś w rodzaju atrakcji turystycznej. Baliśmy się, że zobaczymy taką kompletnie pozbawioną nadziei nędzę, jaką widzieliśmy na ulicach Mombasy. Sytuacji, w której wiesz, że nic nie możesz zrobić, a jedynym przyzwoitym zachowaniem jest wyłączenie aparatu. Mówimy o tym Nafizowi, naszemu kierowcy, który próbuje nas namówić na wizytę w Dharavi. Nafiz w odpowiedzi śmieje się jak szalony, a my patrzymy na siebie zdezorientowani i zaczynamy się czuć jak ostatni naiwniacy.

-Oj, zdziwilibyście się – mówi w końcu ocierając łzy – Slums to jeden wielki biznes.

Zaczyna opowiadać, a to , co mówi i ten jego spontaniczny śmiech, powoduje, że dajemy się przekonać. Jedziemy.

Powoli mijamy opuszczamy eleganckie centrum miasta. Mijamy budynki, które spokojnie mogłyby stać nad Tamizą:

_DSC9306_20160117_133703 _DSC9307_20160117_133713 _DSC9333_20160117_135351

Ale im im dalej od centrum, tym mniej splendoru:

_DSC9300_20160117_125911

Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę, żeby kupić jakieś owoce

_DSC9113_20160117_110956 _DSC9145_20160117_111553 _DSC9134_20160117_111327

W końcu docieramy na miejsce – pierwsze, co widzimy, to górujący nad obłożonymi dyktą i blachą barakami, wiadukt kolejowy w budowie. Nowa linia  (bo jedna już działa) ma połączyć slums z resztą miasta. Przyda się na pewno, bo wielu mieszkańców Dharavi dojeżdża do pracy w innych dzielnicach. Działa to zresztą w dwie strony – sporo Mumbajczyków przenosi się do Dharavi, bo to się bardziej opłaca – standard skromnych mieszkań jest podobny, ale wysokość czynszu już znacznie niższa niż w innych częściach miasta.

_DSC9284_20160117_124131_DSC9290_20160117_124703

Wysiadamy z samochodu i po chwili mamy okazję docenić fakt, że jest z z nami Nafiz i jego wujek. Prowadzą nas labiryntem wąskich na metr uliczek i ciemnych zaułków, mijamy suszące się pranie i kozy na sznurku, obok nas biegają zaciekawione, roześmiane  dzieciaki. Dharavi jest bezpieczne, zwłaszcza w dzień, ale sami pewnie mielibyśmy opory, żeby wejść tak głęboko.

_DSC9201_20160117_121303_DSC9184_20160117_115312_DSC9216_20160117_121610_DSC9282_20160117_123847 _DSC9280_20160117_123838 _DSC9276_20160117_123817_DSC9207_20160117_121509_DSC9298_20160117_125046

 

Pierwszym, uderzającym wrażeniem jest energia tego miejsca – wokół wre praca, pełną parą działają piekarnie, szwalnie, zakłady recyklingu przerabiające zużyte  puszki i plastikowe butelki. Wszędzie można zajrzeć, bo cała działalność – jak to w Indiach – odbywa się niemal na ulicy. Trudno w to uwierzyć, ale wytwarzane tu przedmioty – głownie tekstylia i skóry – trafiają do sprzedaży na całym świecie, a cały tutejszy biznes generuje obrót około miliarda dolarów rocznie! Wszyscy albo się gdzieś spieszą w swoich sprawach, albo  już odpoczywają po pracy.  W niemal każdej uliczce mijamy zakład fryzjerski, oferujący strzyżenie, golenie i odprężający masaż twarzy. Nad kanałem siedzą grupki młodych chłopaków i nie są to jakieś ponure typy, przy których odruchowo sprawdzasz, czy masz jeszcze portfel, tylko zwyczajni młodzi ludzie, ze starannie nażelowaną fryzurą. Właściwie, odejmując wszechobecne śmieci, to tak samo mógłby wyglądać bulwar w jakimś miasteczku w Grecji czy we Włoszech.

_DSC9164_20160117_114050 _DSC9169_20160117_114434_DSC9229_20160117_122020 _DSC9232_20160117_122251_DSC9243_20160117_122619_DSC9253_20160117_123118_DSC9246_20160117_122808_DSC9257_20160117_123202 _DSC9261_20160117_123253 _DSC9264_20160117_123504_DSC9267_20160117_123635_DSC9271_20160117_123705_DSC9242_20160117_122535_DSC9187_20160117_115709_DSC9335_20160117_161915

Na terenie slumsu są też meczety i park z placem zabaw

_DSC9273_20160117_123752

i największa, jaką gdziekolwiek widzieliśmy populacja pofarbowanych na rudo mężczyzn:

_DSC9249_20160117_122953

Po kilku godzinach było dla nas jasne, że Dharavi nie jest przedsionkiem piekła, jaki spodziewaliśmy się zobaczyć.  Jest miejscem, gdzie żyje się bardzo trudno, bo brud, ciasnota, brak kanalizacji czy choćby czystej wody, to nie tylko po prostu niedogodności, ale też źródło chorób i patologii. Ale szczerze mówiąc, to wszystko dotyczy całych Indii, w których widzieliśmy zresztą ludzi, którzy żyli w znacznie gorszych warunkach – na chodniku, z cienkim kocem i plastikową butelką za cały majątek.  W Dharavi oprócz całej tej biedy, zobaczyliśmy przede wszystkim energię, determinację i siłę, żeby powalczyć o lepsze życie.

I po raz kolejny się przekonaliśmy, że nie wszystkiego można dowiedzieć się z książek, a nasze wyobrażenia o świecie,  nawet najbardziej szlachetne, czasem niewiele mają wspólnego z rzeczywistością. Warto było to zobaczyć na własne oczy.

Praktycznie:

♥ Za wizytę w Dharavi dopłaciliśmy 1800 INR. Protip: jeśli będziecie chcieli zostawić napiwek kierowcy, przewodnikowi itp, a „obsługiwała” Was więcej niż jedna osoba, od razu rozdzielcie zaplanowaną przez siebie kwotę na wszystkich. Jeśli dacie kasę jednej osobie (teoretycznie do podziału z resztą), pozostali i tak upomną się o swoje i jeśli bywacie podobnie jak my nieodporni na oburzony lament, będziecie musieli głębiej sięgnąć do kieszeni.

Podobał Ci się ten tekst, znalazłeś w nim przydatne informacje? Daj nam lajka i podziel się ze znajomymi – będzie nam bardzo miło! Chcesz o coś zapytać, pogadać, albo napisać, że pięknie wyglądamy na zdjęciach 😜? Czekamy w komentarzach!
 

No Comments

Post A Comment