Wieloryby Puerto Lopez

22 Lis Puerto Lopez – obserwowanie wielorybów i Isla de la Plata czyli małe Galapagos

Kiedy podjęliśmy decyzję, że ruszamy w podróż dookoła świata, trzeba było wybrać – dokąd najpierw. Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy odhaczać kolejnych miejsc na liście, ale raczej spełniać nasze podróżnicze marzenia. A jednym z nich było zobaczenie wielorybów.

Zaplanowaliśmy, że wyjedziemy pod koniec czerwca, więc zapytaliśmy wujka Google, gdzie w tym czasie mamy największą szansę, żeby je spotkać. Na początku listy wyników pojawiła się informacja, że humbaki całe lato spędzają w okolicach Puerto Lopez, niewielkiego miasteczka na pacyficznym wybrzeżu Ekwadoru. Skoro humbakom się tam podoba, to my też nie będziemy narzekać, a poza tym, jeszcze nigdy nie byliśmy w Ekwadorze – pomyśleliśmy i zarezerwowaliśmy bilety.

I to był świetny wybór – plan zobaczenia wielorybów został zrealizowany w stu procentach, a oprócz tego mogliśmy podpatrywać  rybaków przy pracy, po raz pierwszy zobaczyliśmy Pacyfik, zjedliśmy doskonałe ceviche i poznaliśmy tajemny związek między srebrem a ptasimi odchodami. Nie przeszkadzała nam nawet pogoda, która, jak zobaczycie na zdjęciach, była mocno taka sobie, ani konieczność bliższego kontaktu z lokalną służbą zdrowia, o czym więcej piszemy TUTAJ.

Puerto Lopez słynie z dwóch rzeczy – możliwości obserwowania wielorybów i bliskości wyspy De La Plata, nazywanej Galapagos dla ubogich. Mimo takich atrakcji, nawet w szczycie sezonu to wciąż w miarę spokojna i niezbyt zatłoczona rybacka osada.

Sercem miasteczka jest port z którego wyruszają w morze miejscowi rybacy oraz łodzie zabierające turystów na Isla de la Plata i oglądanie wielorybów. A tuż obok portu – plaża, gdzie to, co złowiono, jest natychmiast ważone, czyszczone, krojone i sprzedawane.

Puerto Lopez Ekwador Puerto Lopez Ekwador rybacyPuerto Lopez Ekwador rybacyPuerto Lopez Ekwador rybyPlaża Puerto Lopez Ekwador Puerto Lopez rybakEkwador Puerto Lopez rybacyEkwador Puerto Lopez rybacy

Na powracających z morza czekają żony, handlarki i pracownice pobliskich restauracji:

PuertoLopez Ekwador

No i rzecz jasna,  gdzie się łowi ryby, tam są i pelikany. Pozornie niezainteresowane, zajmują strategiczne miejscówki pojedynczo, parami albo w większych grupach, ale niech no tylko do wody trafią jakieś rybie szczątki! Nic nie zostaje z wystudiowanej pelikaniej nonszalancji – woda się kotłuje, lecą pióra, a pod szare niebiosa wznosi się oburzone skrzeczenie:

Pelikan Puerto Lopez Untitled design(82) Untitled design(81)

Na plaży znajduje się też jadłodajnia, a właściwie kilka sąsiadujących ze sobą stoisk, które serwują świeżo złowioną rybę z prostymi dodatkami. Możecie zamówić smażoną i tutaj nie ma się o czym rozpisywać, każdy wie, jak smakuje smażona ryba, ale jest coś, co koniecznie trzeba tu zamówić – ceviche! Ceviche, czyli surowa ryba albo owoce morza, marynowane w soku z limonki, z odrobiną ostrej papryczki, i drobno pokrojonymi chrupiącymi warzywami jest tutaj doskonałe. Trochę się kłócimy z Wojtkiem, który twierdzi, że lepsze jedliśmy w Panama City, ale ja będę się upierać, że to w Puerto Lopez nie ma sobie równych. Całkiem spore kawałki jędrnej, dobrej jakości ryby plus idealny balans smaków i tekstur. Jest świeżo i lekko, ryba jest delikatna, warzywa kruche, a aromatyczna ostro-kwaśna zalewa idealnie komponuje się z zimnym piwem. Zwłaszcza, że ceviche serwuje się tu z patacones, czyli podwójnie smażonymi placuszkami z zielonych plantanów. Radość dla serca, mówię Wam.

Ceviche EkwadorPuerto Lopez ceviche na plażyPuerto Lopez jedzenie na plażyUntitled design(16)

Ale nie przyjechaliśmy przecież do Puerto Lopez tylko na ceviche – chociaż w świetle tego, co napisałam wyżej, jest to absolutnie wystarczający powód. Pora więc odpowiedzieć na pytanie…

Jak zorganizować sobie obserwowanie wielorybów w Puerto Lopez?

 

Otóż odpowiedź brzmi – nic nie trzeba organizować. Jeśli przyjedziecie do Puerto Lopez między czerwcem a wrześniem, wystarczy, że zapytacie w swoim hostelu albo w jednej z dziesiątek agencji turystycznych wzdłuż bulwaru, a jeszcze tego samego dnia zobaczycie wieloryba albo kilka.

Słuchajcie, to jest naprawdę  niezwykłe – zazwyczaj, kiedy w grę wchodzi podglądanie dzikich zwierząt, nie możemy mieć gwarancji, że je zobaczymy. To nie ZOO i zwierzęta mają serdecznie w tyłku, że przyjechaliśmy z drugiego końca świata, żeby zrobić im fotę, którą będzie się można podlansować na fejsbuniu czy instagramie.

Tutaj natomiast organizatorzy wycieczek są tak pewni, że pokażą nam wieloryby, iż gwarantują zwrot pieniędzy, gdyby tak się nie stało. Można im zaufać – latem, w stosunkowo niewielkim akwenie u zachodnich wybrzeży Ekwadoru, pluska się około 3000 humbaków. Te piękne ssaki przybywają tam z Arktyki, żeby w cieplejszych wodach oddawać się zalotom oraz powitać na świecie małe wielorybki, będące owocem ubiegłorocznych randek.

Wycieczki odbywają się codziennie, kosztują ok. 20 $ (dolar amerykański jest oficjalną walutą Ekwadoru) i trwają jakieś 2-3 godziny.

To pierwsza opcja, a druga, na którą chcielibyśmy Was namówić,  jest połączenie obserwowania wielorybów z wizytą na Isla de la Plata.

Isla de la Plata czyli małe Galapagos

 

to niewielka niezamieszkana wyspa położona około 40 kilometrów od Puerto Lopez. Isla de la Plata znaczy po hiszpańsku srebrna wyspa, a nazwa ta związana jest jest z odchodami bytujących tam ptaków, które podobno w słońcu lśnią jak czyste srebro. Trudno nam orzec, czy to prawda, bo w czasie naszej wizyty, słońca niestety zabrakło – a może po prostu mamy za mało romantyczne usposobienie ; )

Inna wersja łączy nazwę wyspy ze słynnym angielskim piratem sir Francisem Drakiem, który ponoć właśnie tutaj przeładowywał i dzielił łupy zrabowane z hiszpańskich statków. Są co prawda współczesne badania, które twierdzą, że to raczej niemożliwe (zainteresowanych odsyłam TUTAJ ), ale jak wiadomo dobra opowieść bywa lepsza niż  najlepiej udokumentowana prawda, więc u wybrzeży wyspy znajduje się nawet Zatoka Drake`a i tam przybijają wszystkie łodzie z turystami.

Na wyspie znajdowało się kiedyś inkaskie sanktuarium poświęcone kultowi słońca, a do dziś rośnie tam palo santo – czyli święte drzewo. Jego gałązki po podpaleniu wydzielają niezwykle aromatyczny dym, który, jak wierzy się w tej części świata, oczyszcza umysł, przegania złą energię i komary, sprzyja medytacji i ma wiele prozdrowotnych właściwości. Bez względu na to, czy w to wierzycie czy nie – palo santo to idealna pamiątka z podróży – suche szczapki niewiele ważą i zajmują mało miejsca w plecaku, nie zaszkodzi im nawet jeśli się trochę połamią, a ich zapach jeszcze długo będzie Wam przypominał Ekwador.

Ale nie z tych wszystkich powodów namawiamy Was, żeby odwiedzić Isla de la Plata, nazywaną czasami Galapagos dla ubogich. To niezbyt prestiżowe określenie wyspa zawdzięcza temu, że żyje na niej kilka gatunków ptaków, typowych dla wysp Galapagos – między innymi głuptak niebieskonogi czy fregaty wielkie. Nie zobaczycie tu lwów morskich, ogromnych żółwi czy pingwinów (i dlatego wciąż warto odkładać do skarbonki na prawdziwe Galapagos) ale jeśli już dotrzecie do Puerto Lopez, to zdecydowanie warto poświęcić dzień, żeby odwiedzić Srebrną Wyspę. Wycieczka w lokalnych agencjach kosztuje 30 – 45 dolarów (a kilkudniowy pobyt na Galapagos nawet parę tysięcy złotych od osoby – i to nie licząc biletów do Ekwadoru!), a w cenie jest zwiedzanie wyspy z hiszpańskim przewodnikiem, snorkeling, lunch i obserwacja wielorybów. Naszym zdaniem świetny deal.

Oprócz, rzecz jasna wielorybów, najbardziej chcieliśmy zobaczyć głuptaki z niebieskimi nóżkami:

Głuptak niebieskonogi Isla de la PlataGłuptak niebieskonogi Isla de la PlataGłuptak niebieskonogi Isla de la Plata

Spotkaliśmy ich naprawdę sporo – stały zazwyczaj na środku ścieżki, patrząc nam wyzywająco w oczy i ani myślały się przesunąć. A że, jak wyjaśnił nam przewodnik, mają naprawdę ostre dzioby i nie wahają się ich użyć, jeśli ktoś wchodzi im w drogę, to grzecznie obchodziliśmy je dookoła. Podobno głuptaki traktują ścieżki jak pas startowy, bo w odróżnieniu od innych ptaków nie potrafią pofrunąć z miejsca, w którym stoją, tylko muszą się rozpędzić : ) Niewiarygodny błękit swoich stóp zawdzięczają natomiast rybnej diecie, a im jaśniejszy i bardziej jaskrawy jest ten kolor, tym zdrowszy głuptak i tym większe ma branie u płci przeciwnej.

A przy okazji – czy wiecie jak odróżnić głuptaka od pani głuptakowej? Najlepiej spojrzeć im w oczy – chłopaki mają źrenice jak małe szpileczki, a dziewczyny większe i trochę gwiaździste w kształcie. Na zdjęciu poniżej dobrze to widać:

Głuptaki na Isla de la Plata

Po za tym, babki są nieco większe, i, jak dosyć złośliwie zauważył nasz przewodnik, znacznie głośniej się drą.

Głuptaki na Isla de la Plata

Oprócz głuptaków można sobie tu z całkiem bliska obejrzeć ogromne fregaty, których samce dumnie obnoszą pod szyją jaskrawoczerwone wola, które nadymają jak balony, żeby zaimponować partnerkom. Im większy worek, tym atrakcyjniejszy pan fregata. Podobno fregaty, oprócz uczciwego polowania na ryby, podkradają jedzenie innym ptakom, a nawet napastują je tak długo, aż nieboraki zwrócą to, co już zjadły – ale nie widzieliśmy tego na własne oczy, więc nie będziemy tu rozsiewać plotek ; ) Prawdą jest natomiast, że mimo, iż fregaty żywią się głównie rybami, to ich pióra nie są wodoodporne, a one same nie potrafią startować z wody, muszą więc polować bardzo ostrożnie, bo przypadkowa kąpiel może mieć opłakane skutki.

Fregata Isla de la Plata EkwadorFregata Isla de la Plata EkwadorFregata Isla de la Plata Ekwador

Oprócz tego, na wyspie mieszka mnóstwo innych gatunków mniejszych i większych ptaków, na plaży żyją czerwone kraby, a w czasie spaceru macie szansę skubnąć kilka dziko rosnących malutkich pomidorków, słodkich i pysznych.

Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador Isla de la Plata Ekwador

A kiedy wróciliśmy na łódź, w wodzie czekało na nas kilka żółwi, najwidoczniej przyzwyczajonych do tego, że turyści dzielą się z nimi lunchem:

Isla de la Plata Ekwador

W drodze powrotnej nareszcie to, na co czekamy najbardziej, to, po co przyjechaliśmy do Ekwadoru – płyniemy zobaczyć wieloryby! Kapitan wygląda na trochę rozbawionego naszymi emocjami, ale apeluje do naszego zdrowego rozsądku:

-Kiedy zobaczymy wieloryby, nie rzucajcie się wszyscy na jedną burtę, bo się przewrócimy! Obiecuję, że każdy będzie miał szansę się im przyjrzeć i zrobić zdjęcia!

Grzecznie potakiwaliśmy, ale uczciwie mówiąc, nie wiem, jak byłoby z podporządkowaniem się tym zaleceniom, gdyby nie to, że morze nagle mocno się wzburzyło, a naszą łódeczką zaczęło naprawdę porządnie kiwać. Siedzieliśmy więc na swoich miejscach i z całej siły wpatrywaliśmy się w spienione fale, próbując odgadnąć, czy kształty na horyzoncie  to wieloryb czy może tylko rozkołysana morska woda.

I nagle, kilka metrów od nas, bez żadnej wątpliwości pojawiła się najpierw płetwa, a potem cała imponująca reszta humbaka:

Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador

Trudno znaleźć słowa, żeby opisać to, co się czuje, widząc te wielkie, piękne zwierzęta, tak wolne, swobodne i pełne gracji niemal na wyciągnięcie ręki. I nie byliśmy chyba sami w tym braku słów, bo z każdą wielorybią ewolucją na całej łodzi rozlegało się tylko chóralne „Oooooo!” albo „Ach!”

W pewnym momencie, jeden z członków załogi postukał Wojtka w ramię i gestem zaprosił go do góry, na kapitański mostek. Obstawiamy, że zadziałała magia wielkiego obiektywu : ). Jakikolwiek był powód tego zaproszenia, było warto – chociaż na górze bujało jeszcze bardziej i było tak ślisko i mokro, że nie mam pojęcia, jakim cudem Wojtek się tam utrzymał i jeszcze robił zdjęcia. Ale widoczność miał pierwsza klasa:

Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador Wieloryby Puerto Lopez Ekwador

Było absolutnie wspaniale, a kilka ciepłych słów należy się też naszemu kapitanowi, który dotrzymał obietnicy: z łódki nikt nie wypadł, każdy miał szansę nacieszyć się widokiem wielorybów, a same zwierzęta mogły sobie spokojnie skakać i puszczać fontanny morskiej wody, bo cały czas zachowywaliśmy od nich bezpieczny dystans.

Gdybyście mieli ochotę powtórzyć nasze doświadczenie, to proszę bardzo, płynęliśmy na tej oto łodzi:

Puerto Lopez Ekwador

W Puerto Lopez spędziliśmy kilka dni – włócząc się po okolicznych plażach, jedząc ceviche, kibicując miejscowym dziewczynom rozgrywającym zażarte mecze piłki nożnej i planując dalsze etapy naszej podróży. Jeśli też macie zobaczenie wielorybów na swojej liście podróżniczych marzeń, albo po prostu będziecie w Ekwadorze latem – zaznaczcie to miejsce pinezką na mapie, warto.

Puerto Lopez Ekwador Untitled design(12) Puerto Lopez EkwadorPuerto Lopez EkwadorPuerto Lopez EkwadorPuerto Lopez Ekwador Puerto Lopez Ekwador Puerto Lopez Ekwador Puerto Lopez Ekwador

 

Praktycznie – Puerto Lopez: Jak dojechać, gdzie spać

🍀  Do Puerto Lopez przyjechaliśmy z Quito. Z dworca Quitumbe odjeżdżają w tym kierunku dwa autobusy na dobę i obydwa należą do firmy Reina del Camino (na dworcu musicie odnaleźć okienko tej firmy). Ponieważ spóźniliśmy się  na autobus nocny (o 20.45) musieliśmy pojechać rano (o 7.15). Spędziliśmy w podróży cały dzień i na początku niespecjalnie byliśmy z tego powodu zadowoleni. Im dłużej jechaliśmy, tym bardziej jednak zmieniało się nasze nastawienie – żadna inna trasa w Ekwadorze i chyba w ogóle w historii naszych podróży nie była taka piękna! Mijaliśmy położone na nizinach plantacje bananów, jechaliśmy górskimi serpentynami, a za oknem przesuwały się szmaragdowe wzgórza, palmowe gaje i urocze wodospady. Gdybyśmy pojechali nocą to wszystko by nas ominęło! Dla porządku dodamy, że autobusy są przyzwoite i wygodne, po drodze wsiadają sprzedawcy wszelkiego dobra, więc bez problemu kupicie jakąś przekąskę i coś do picia, a nawet skarpetki, maszynkę do golenia czy tabletki na porost włosów. Gdyby jakimś cudem znudziło się Wam podziwianie widoków, możecie się rozerwać oglądając amerykańskie filmy akcji, puszczane przez cały czas. Bilet kosztuje 14 $.

🍀  Po samym Puerto Lopez i okolicach wygodnie i tanio można przemieszczać się tuk-tukiem, które tutaj nazywane są tricyklami. Przejażdżka kosztuje dolara od osoby

🍀 W Puerto Lopez jest masa różnej klasy hosteli i hotelików. W sezonie ceny są nieco wyższe, często w granicach 20 – 30 $ za noc. Nam udało się znaleźć całkiem niezłą ofertę – zatrzymaliśmy się w Hostalu Sol Inn, gdzie za dwójkę bez  prywatnej łazienki płaciliśmy 16 $. Sam hostel to kilka bambusowych bungalowów skrytych w bujnym, dżunglowym ogrodzie. Jest wspólna kuchnia, hamaki na których można odpoczywać, właściciele są bardzo mili, a wieczorami przylatują nietoperze, żeby wyżerać banany. Polecamy!

Podobał Ci się ten tekst?  Bardzo nam miło, robimy to dla Ciebie : ) Jeśli uważasz, że jest przydatny, udostępnij go dalej! Jeśli masz pytanie lub chcesz nam coś opowiedzieć, zostaw komentarz : ) Zapraszamy również na naszego facebooka i instagrama – tam zobaczysz co u nas słychać teraz.

 

 

 

 

 

 

 

No Comments

Post A Comment